Nie ma turystyki na polskich rzekach

Nie ma turystyki na polskich rzekach

Jadąc do któregokolwiek z europejskich miast, przez które przepływają największe rzeki, widzimy, że na wodzie jest pełno statków wożących turystów na dłuższych i krótszych trasach. Dunajem możemy przepłynąć setki kilometrów, zwiedzając miasta położone na brzegach rzeki. Wszędzie też zobaczymy zaplecze turystyczne wzdłuż rzek – hotele, zajazdy, restauracje, kafejki, szlaki rowerowe, piesze, wydzielone są miejsca do kąpieli i plażowania. Nawet w centrum Paryża, co roku nad Sekwana powstaje plaża dla mieszkańców i turystów. Te rzeki żyją, przyjmują tłumy turystów. Polskie rzeki są martwe. Nasza największa rzeka Wisła, łącząca południe Polski z Bałtykiem, nie jest wykorzystana przez turystykę. Jedynie na małych fragmentach, w obrębie miast, przez które przepływa, można zauważyć statki wycieczkowe i wodne tramwaje, pływające zaledwie na odcinkach, maksymalnie kilkunastokilometrowych. Bolączką polskich rzek jest brak regulacji brzegów, odpowiednie ukształtowanie dna rzecznego dla pływających jednostek, brak zaplecza turystycznego dla przyjezdnych. Nasze rzeki są puste, nieprzystępne dla turystów, na długich odcinkach płyną nimi jedynie barki transportowe. A jaka byłaby to frajda, wsiąść na statek w Krakowie i dopłynąć do Gdańska. Można sądzić, że chętnych byłoby wielu turystów. Po drodze przystanki na zwiedzanie pięknych, zabytkowych, polskich miast… Czy takie marzenia kiedyś się spełnią?

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.